Antywalentynki?

Osobiście uważam, że każda okazja do powiedzenia komuś, że się go kocha – jest dobra. Jak dla mnie, można to robić nawet codziennie i to po kilka razy. Dlaczego nie? Dlatego nie mam nic przeciwko Walentynkom. Nie przeszkadza mi nawet wzmożony handel z tej okazji. Gdybyśmy nie robili na tę okoliczność zakupów – nie byłoby go przecież. Czy to wina sprzedawcy, że chce coś sprzedać z okazji Walentynek? Przecież to konsumenci biegają tego dnia po galeriach. Dlatego – jak ktoś lubi wydawać pieniadze – niech kupuje. Może kupić nawet przelot nad Paryżem albo weekend w zamku królewny – ofert jest mnóstwo i wystarczy dobrze poszukać.

Dlatego nie, nie bojkotuję Walentynek. Wręcz przeciwnie, zachęcam do ich świętowania. Możemy to przecież zrobić na swój własny sposób. Miłośnicy tradycji mogą trzymać sie zwyczaju wysyłania ozdobnych karteczek (bo przecież o to chodziło na początku), zwłaszcza, że epistolografia niestety wymiera.  Mój mąż na przykład tak kocha otrzymywanie kartek, i sprawia mu to autentyczną radość, że prosimy znajomych aby wysyłali nam pocztówki z podróży. Jeśli chcemy obdarowywać partnera walentynkowymi upominkami w postaci kwiatów, słodyczy, pluszowych maskotek albo bielizny – bardzo proszę, pod warunkiem, że to rzeczywiscie jest marzeniem naszej połówki, a nie tylko wymogiem chwili -„bo tak trzeba”.

Jaki jest mój sposób na Walentynki? Bardzo prosty – maleńka niespodzianka,obowiązkowo zrobione własnoręcznie i wysłana w kopercie wraz z kartką (patrz wyżej). Poniżej kilka wynalezionych przeze mnie na pintrest.com inspiracji na to – jak w prosty sposób przygotować Walentynki własnymi rękami. Poziom zaawansowania bardzo różny, dlatego przy odrobinie chęci – są to naprawdę pomysły dla każdego. Potrzeba tylko trochę czasu i chęci. A pozostając w temacie domu – tak, jak najbardziej uważam, że jeśli macie ochotę – ozdabiajcie swój dom nawet na Walentynki. Pod warunkiem, że podoba się to wszystkim domownikom. Warto tworzyć swój prywatny kalendarz świąt i jeśli Walentynki są Wam po drodze – dlaczego nie?:)